Nie wystarczy zdobyć nobla, by zostać polakiem
Miłosz w Berkley, fot. Adam Lizakowski.
Kurz po rozdaniu nagród nobla zdążył już dawno opaść. Chciałbym się z Wami podzielić moją lekko spóźnioną refleksją na ten temat. Jak to zazwyczaj u mnie - bolesną.
Nie pamiętam kiedy uczono mnie o “polskich noblistach”. W podstawówce? W gimnazum? Mniej więcej od wtedy mam wyrytą w głowie liczbę sześć. Nagroda dla Olgi Tokarczyk zmieniła ją na “sześć + Olga Tokarczuk”. Podejrzewam, że wiedzę zdobytą w dzieciństwie trudno modyfikować.
Jak przez mgłę pamiętam klasowe dyskusje o narodową “przynależność” Chopina, Kopernika, Conrada, czy wreszcie Skłodowską-Curie. Choć w przestrzeni szkolnej nigdy nie było miejsca na realną dyskusję - zazwyczaj agenda prowadziła do podkreślenia, że wszystkie wspomniane osoby były Polakami.
Kilka lat temu przypadkiem wróciłem do tematu “polskości” ważnych dla kultury osób. Świetnym przykładem jest Czesław Miłosz. Urodzony na Litwie, po trzydziestoletnim pobycie w słonecznej Californi wrócił do Polski, by zamieszkać w Krakowie. Wybrał to miasto ponieważ najbardziej przypominało mu ukochane Wilno. Na jego pogrzebie odczytano wiersz “W Szetejniach” (polecam!) w dwóch językach - polskim i litewskim. Na wikipedii narracje o jego narodowości są różne zależnie od wersji językowej. Po polsku przeczytamy, że to polski poeta. Po litewsku, że polsko-litewski. Po angielsku, że polsko-amerykański.
Pewnych noblistów za wszelką cenę chcemy pamiętać jako swoich. Innych jednak staramy się zapomnieć. Tych na terenie Polski urodziło się wielu. Niektórzy wyjechali z naszego kraju w wieku kilku lat. Inni porobili tutaj doktoraty. Chciałbym tym wpisem przywrócić pamięć kilku, o których moim zdaniem powinniśmy się uczyć (skoro już nauczamy w paradygmacie noblisty-Polaka). Ich historie zazwyczaj są trudne i podobnie jak Miłosza czy Skłodowskiej-Curie - nieoczywiste.
Zacznijmy od Józefa Rotblata. Urodził się w Warszawie, gdzie na UW obronił doktorat z fizyki. Dwa dni po jego wyjeździe na stypendium do Anglii wybuchła druga wojna światowa. Tragiczna dla niego, gdyż w Polsce zostawił swoją żonę - Tolę. Choć próbował ją wielokrotnie wyciągnąć z kraju, nie udało się. Zginęła w trakcie okupacji. Rotblat był jednym z naukowców, pracujących przy projekcie Manhattan (rozwój broni jądrowej). Po realizacji projektu wycofał się nad dalszymi pracami i stał się liderem ruchu na rzecz rozbrojenia atomowego. Uważał, że broń nuklearna jest jednym z największych zagrożeń ludzkości. Za swoje aktywistyczne działania został odznaczony pokojową nagrodą nobla.
Część z Was mogła czytać “Sztukmistrza z Lublina”. Autor książki - Isaac Singer do końca życia tęsknił za rodzinną Warszawą. Warszawą zapewne przedwojenną, bo z kraju wyjechał jako 33 latek w 1935 roku. Singer wyjechał do USA uciekając przed europejskim antysemityzmem i w poszukiwaniu lepszych warunków ekonomicznych. Niestety jego historia również nie należy do szczęśliwych - w Polsce zostawił partnerkę i syna. Duża część fabuł, za które został nagrodzony literacką nagrodą nobla, rozgrywa się w Polsce.
Droga Leonida Hurwicza do USA wiodła przez wiele państw. Urodzony w Moskwie, w wieku dwóch lat trafił do do Warszawy. Jego rodzice byli Polakami, on sam - obieżyświatem. Po skończeniu prawa na UW trafił najpierw na studia do Londynu, następnie do Genewy i wreszcie USA. Został nagrodzony nagrodą nobla z ekonomii za wkład w teorię gier i wspomnianą naukę.
Historię dwóch żydowskich przywódców Shimona Peresa i Menachema Begina zostawię na kiedy indziej.
Trudno, żeby krótkie notki biograficzne były wielką inspiracją. Dlatego po prostu polecam zagłębić się w dłuższą listę noblistów związanych z Polską (załączam).
Dlaczego zapomnieliśmy o tych ludziach, nie uczymy o nich w szkołach? Czy to antysemityzm? Może część z nich nie wpisywała się zbyt dobrze w doktrynę polityczną ówczesnego państwa polskiego (Rotblat - pacyfista gdy staraliśmy się dołączyć do NATO, Singer - porzucił partnerkę z dzieckiem, do tego Amerykanin w czasach PRL). Trudno zrozumieć polityki historyczne kolejnych administracji państwowych, ale może zwyczajnie nie przykładano do tego tematu zbyt dużej wagi na przestrzeni lat. Czynników prowadzących do wykluczania tych osób z kanonu jest zapewne wiele. Jedyne co możemy zrobić to przywracać pamięć o nich i powoli przestać myśleć w czarno-białych kategoriach polak-niepolak.